Action = Reaction

Action = Reaction
Sur ma Vie

wtorek, 30 listopada 2010

Wypadek tragiczny

Drugi raz zdarzyło mi się być przy tragicznym wypadku, z tą różnicą, że wtedy na sorze, a tutaj na ulicy.
Po godz. 15 jechałem ze znajomymi tramwajem na wykład, na skrzyżowaniu nowotorunka perła, usłyszeliśmy najpierw huk, a potem za szybą samochód robiący bączek. Zatrzymał się i wybiegł z niego chłopak w stronę skąd przyjechał. Okazało się, że kogoś potrącił.
Pytam kolegę, który jechał ze mną czy ktoś udziela już pomocy (miał lepszą widoczność niż ja). W międzyczasie starałem się otworzyć drzwi siłą - na próżno - maszynista wybiegł do wypadku. Wrócił dosłownie za moment pytając czy jest jakiś lekarz lub pielęgniarka. Zgłosiła się jedna pielęgniarka i my jako studenci rat med. Otworzył nam drzwi i pobieglismy do 16letniej dziewczyny jak się okazało. Na miejscu był już lekarz z innego tramwaju oraz pielęgniarka. Zdążyli zrobić ABC - nie odzyskała, ale miała zachowane tętno. Było sporo krwi, która wydobywała się z ust, już nie tak gwałtownie.
Pierwsze co, to wyjąłem apteczkę, aby wyjąć rękawiczki. Lekarz wziął je, ja z tymi 2 pielęgniarkami nie mieliśmy, a wydawało mi się, ze 2 pary były na pewno. Dalej już asystowalem podając kompresy i bandaze, aby odsaczyc jame ustna. Kierowca 19 letni chłopak zadzwonił po karetkę. Dziewczyna zdążyła się nam zatrzymać, lekarz przystąpił do rko. Tętno nie było wyczuwalne ani na promieniowej ani szyjnej i udowej.
Zdążył moze 3 cykl zacząć, odstepujac od wentylacji, i S4 przyjechało. Kontynuowali dalej rko, jednak rokowania nie były dobre. Wróciliśmy do tramwaju i pojechaliśmy na wykład - maszynista na nas czekał.
Myśle, ze nawet, gdybyśmy mieli aed niewiele by to dało. Ona musiala być zalana cała w środku. Ze znajomymi podejrzewalismy pęknięcie sledziony, miednica pewnie, żebra moze. Myślę, ze wielonarzadowy uraz wew. Uderzenie przy ok 50km/h w lewy bok.
Jak wracalem po ok 2h pózniej, dziewczyna leżała już w worku.

Czasami lepiej się nie spieszyć i nie wbiegac na tym czerwonym. Pewnie się zagapila i nie spojrzala czy coś jedzie.

Szkoda dziewczyny, niech spoczywa w spokoju.

MJ

wtorek, 9 listopada 2010

Przeziebiony

Szczepiony na grypę, a chorobsko i tak dokucza. Może nie choróbsko, ale przeziębienie, jednak tak czy siak pić to coś co wyglada i smakuje jak woda z solą, średnio mi się podoba.

Neurofizjo wkurza, Collegium Burdellum jak zwykle.

Motto na dziś, a dokładniej cytat:
"Dr W sprawdza wejściówki. W pewnym momencie wypisal mu się dlugopis.
- czy ma Ktos z państwa w nadmiarze dlugopis, bądź tez chciałby mi go pożyczyć?
- mam... Ale zielony.
- nie, nie, moi drodzy. Zielony o kolor nadziei - my jej państwu nie możemy dawać."


- MJ

poniedziałek, 25 października 2010

Zmeczony

Dzisiejszy dzień na uczelni przypomniał mi październik zeszłoroczny. Wtedy tez od rana do wieczora na uczelni się siedzialo.
Dobranoc.

II Ratownictwo Medyczne


Nie miałem jeszcze okazji napisać, ze zacząłem 2 rok rm. Początek podobnie jak rok temu - zapieprz z wykładami. Szczególnie jutro - od 8 do 20.45, ehh nie chce się nawet o tym myśleć.
Fakt, ze na drugim roku praktycznie wszystko jest związane z przyszłym zawodem.
Największe rycie na chwile obecna - fizjologia. Nie jest tak, jak rok temu na anatomii bo fizjo mam rzadziej - raz na 3tyg, wiec wejściówek nima, poza tym materiału jest mniej i częściowo na logike można brać, a nie bez ładu na pamięć.

środa, 11 sierpnia 2010

Bojkot

Dzisiaj sobie pospałem do uwaga... 12.30, kiedy zobaczyłem, która godzina jest, szybko znalazłem się na nogach. Szczególnie, że między 12-13 miała wpaść do mnie Kuzynka. A trochę ogarnąć pokój musiałem.
Dobra pominę tę część dnia i przejdę od razu do wieczoru, mianowicie bojkotu na mieście. Skrytykuję częściowy debilizm Grupy młodzieżowej bo niektóre ich hasła były nie na miejscu i nie miały nic wspólnego ze sprawą, a przeszkadzali drugiej grupie w modlitwie za zmarłych. Powinni chociaż to uszanować. Owe zebranie nie dotyczyło przede wszystkim sprawy ze krzyżem, tylko modlitwę. Ciekaw jestem czy gdyby któryś z młodych w tej katastrofie stracił kogoś z rodziny, to czy nadal by się tak zachowywał.
Jednak i tak moimi bohaterami jest dwóch dresów, którzy nie mieli pojęcia o co chodzi, a mordę darli - tzw. Szara masa do manipulowania.
Ehh tyle w temacie, znowu młodzież wychodzi na tą złą.

MJ

wtorek, 10 sierpnia 2010

Łojojo joj

Zacząłem kreatywnie bo to przyciąga uwagę. Po raz kolejny upominam siebie, że dawno nie pisałem, ale jakoś nikt mi z tego powodu dupy nie truł, w końcu i tak nikt tego nie czyta. Praktyki minęły dwojako. W szpitalu generalnie nuda, a w psp wypas, że mógłbym tam wrócić choćby zaraz.
Mikro do przodu, kpp kampania wrześniowa.
A z przyziemnych spraw, to w sb byłem na domówce u Ivy. Janek się schlał jak nigdy, chociaż moim zdaniem i tak trochę ściemnia z tym, że nie pamięta połowy imprezy. Zwalenie na to, że było się pijanym to dobre alibi i wymówka przed wstydem, co się odwalało na imprezie.
Jeszcze bardziej przyziemnie to wróciłem niedawno z miasta. Spotkałem się z Madzią i Szelką, potem paru znajomych się odwiedziło w pubach.
Jutro wpada Magda, mam nadzieję, że nie zrobi tego przed 12 i po drugie, że nie będę musiał sprzątać - wystarczy, że łóżko pościelę, prawda?

Pozdrawiam Was, czyli siebie bo tylko ja to czytam ;p

czwartek, 17 czerwca 2010

Sesja

Cóż dawno nie pisałem... Jestem w trakcie sesji, bio med 3, kpp jeszcze nie wiadomo, jutro tzm i pózniej 26.06 anatomia.
Poza tym jutro wychodzi pustynna wlocznia i brat ma 18stke, pamietam jak ja ją miałem. Calkiem niedawno to było...


MJ

piątek, 4 czerwca 2010

Wow

Po obozie już jestem, było wow. Naprawdę zajebiscie ;) teraz trzeba się uczyć do egzaminów. Ogólnie kupiłem już sobie słuchawki i trochę musiałem je stuningowac. Wreszcie widziałem się z Kasią, dawno się z nią nie widziałem.


MJ

Location:Rekreacyjna,Bydgoszcz,Polska

czwartek, 6 maja 2010

Znowu ten sam okres

Tak, jak rok temu, życie toczy się wg pewnego wzorca w tym samym okresie z drobną różnicą...
Ale cieszy to duszę mimo wszystko.

środa, 28 kwietnia 2010

Malowany człowiek

Dzisiaj spotkałem się z kumpelą kupiłem sobie książkę. Zdziwiło mnie poczatkowo, ze Madzia orientowała się, gdzie taki gatunek książki znaleźć, a także jej znajomość pisarzy. Przejrzalem większość książek z tematyki fantasy. Zainteresowany byłem dwiema, jako ze 'powolanie' było trochę zniszczone, to wybrałem 'malowany człowiek', o którym czytałem recenzje pare miesięcy temu. 1/4 książki już za mną. Podoba mi się, ciekawa fabuła, obserwacja trochę wzrokiem dziecka, ale w końcu pojawia się drugi bohater, a dokładnie mówiąc bohaterka.
Tymczasem pozostało mi 8h snu.
Ps. Koło z obwodowego zaliczone

niedziela, 25 kwietnia 2010

Staruszek

Dzień jak co dzień, tyle że starszy o rok... Skończyło się naście w taki sposób właśnie.

wtorek, 13 kwietnia 2010

żałoba narodowa

Człowiek kreatywny to człowiek z wyobraźnią.

środa, 7 kwietnia 2010

Dziwny sen



Dzisiaj miałem jakiś mega dziwny sen. Jak w dobrym filmie, w którym od początku akcja nabiera rozpędu i zmierza w jednym kierunku, a na koniec zaskakujący zwrot. Tak było w moim śnie.

Śniły mi się wydarzenia z 'nostalgii anioła', z czego ta zabita dziewczynka była moją drugą siostrą. Wszyscy tam byli mama, tata, brat i moja siostra i nawet ten morderca z filmu. Chodziło o to, że policja przyszła do nas i mówiła, że mają nowe dowody w sprawie morderstwa.W końcu nie wytrzymałem i mówię, że to tamten koleś zamordował (nie wiem czemu, ale wiedziałem wszystko). I coś tam z dowodów na niego wskazywało...
Pojechaliśmy wszyscy do jego chaty, teraz już nie pamiętam czy on był czy nie, ale wiem, że gadaliśmy tam o zdarzeniu. Ryczałem jak głupi bo wiedziałem, gdzie jest moja 2 siostra. Wreszcie mówię do taty, że wiem gdzie ona jest - nadal rycząc - i mówię, żeby lepiej nie pytał bo nie uwierzy skąd wiem. Zapytał. Powiedziałem mu, że duch mi powiedział. Ruszyliśmy do tej mogiły, gdzie zakopywało się stare rzeczy, wysiedliśmy przed taką skalistą górą, gdzie było trzeba iść. Tata gdzieś po drodze z jakiegoś prowizorycznego grobu - jakby ktoś go niedawno zakopał - wziął grabie, a jakiś facet, ogrodnik zaproponował łopatę, że może pożyczyć. Poszliśmy dalej. Na miejscu obok dziury było wielkie gołe, bez liści, szare drzewo. Jak z jakiegoś horroru. Znajdowała się tam również drewniana szopa z desek.Kopaliśmy w miejscu tej mogiły, mama z siostrą i bratem stali z tyłu, a ja z tatą kopaliśmy. Ja rękoma, tata łopatą, najpierw wykopałem różowe pudełko z którego wystawały piórka i nóżki papużki. Pokazałem to tacie, odłożyliśmy na bok i nagle mówię:
może powinniśmy przestać, wiedziałem, że zaraz byśmy dokopali się do sejfu. Powiedziałem coś w tym stylu
"po co mama ma na nowo to wszystko przeżywać'
i znowu poryczałem się jak głupi, wstaliśmy z kolan i podeszliśmy do sis, mamy i brata.
Obudziłem się...

poniedziałek, 29 marca 2010

Ano właśnie



Jak zwykle zacznę od podsumowania dnia. Cholera poszedłem tak późno spać wczoraj, a dokładniej dzisiaj o 3, że później byłem cały czas zamulony i zmęczony. Wstałem po 10, przeoczyłem świadomie dzień dobry tvn, w którym  był Hollywood i braciaki (http://dziendobrytvn.plejada.pl/25,31649,wideo,,165377,choreograf_rihanny,aktualnosci_detal.html). Wiedziałem, że zobaczę to popołudniu w necie.
Odwiedziłem kościół, święto dzisiaj. Nawet słuchałem kazania, tak jakoś z własnej woli nie odbiegając myślami - dziwne. Dobra, czasami odpływałem i myślałem o Świętym Testamencie, teraz o czym to ja myślałem...
Aaa skąd wzięła się wiara wśród ludzi, dalej przyglądałem się troszkę pewnej dziewczynie z prawej. Czy to czasem ona nie była na bierzmowaniu i co chwilę się na mnie patrzyła? W sumie to każdy na mnie się gapił skoro ja filmowałem całą uroczystość, co oczywiście wzbudzało we mnie pohamowania do śmiechu. Patrzyłem się na nią bo mi kogoś przypomina. Właściwie... nieważne.

Na tańcach były 4 nowe osoby, wszystkie dziewczyny. Podobno dwie z b2d. Siedziały i patrzyły co robimy, czyli praktycznie nic ;p Było mało osób, więc Betty nie pokazywała nam nowego choreo, dokończyliśmy do twillight - nie, nie podoba mi się choreo - stąd też głupio się przyznać, ale tańczyłem na "odpierdol" i gdy tylko była okazja przypominałem sobie ciara - work ;p

Wróciłem to czekała na mnie wiadomość na nk, na którą nie ukrywajmy czekałem. Miło się pisze z przypadkowo poznaną mi osobą. Można powiedzieć, że to tak średnio przypadek bo byłem pewien, że tę osobę znam... taa moja pewność... Cóż wyszło może nawet lepiej, ciekawa dyskusja powstała. Jutro pewnie będzie czekała na mnie wiadomość jak wrócę.
Jak wrócę... Nie widzi mi się jutrzejszy plan... Nie idę jednak jutro pisać anatomii... Napiszę sobie ją we wt, po mojej anatomii albo na gr 1 - wolałbym po mojej. Czemu? Wolę dłużej pospać bo jak już pisałem nieciekawie jutro: wf, szkolenie bhp w Bizielu, propedeutyka prawa - kończę o 19.45? Jakoś tak. A muszę jeszcze nauczyć się na wt 6nerwów czaszkowych, co będziesz bardziej przystępne niż oun - tak się łudzę.

ps. nie będę uczestniczył w pokazach...
edit:
Fajna nuta za DARMO do pobrania z last.fm Trey Songz - Sticky Face (feat Ricky Jewelz (3:11)
http://freedownloads.last.fm/download/360731994/Sticky%2BFace%2B%2528feat%2BRicky%2BJewelz.mp3
Aż chce się tańczyć do tego!! Fajnie można interpretować tanecznie!

sobota, 27 marca 2010

II Urodziny BSDS




Urodzinki były spoko, typowa taneczna impreza, bitwy, pojedynki, świetna atmosfera i zabawa, muza trochę zamulasta. Z prezentem dla Betty była mała wtopa, zauważyła jak koszulkę podpisujemy - parę min po wykonaniu powyższego zdj ;p Jednak nie wie jeszcze o dzisiejszej niespodziance  ;p Będzie mile zaskoczona.
Na imprezie Holly źle się czuł, więc najpierw poszedł spać do auta 2h, później przyszedł zmęczony, widać było już przesilenie trasowe. Z 2h sobie z nim pogadałem o wszystkim, życiu prywatnym, zawodowym, jak ocenia poziom Polskich tancerzy. Co mogę Wam zdradzić to, że w rodzinie nikt u niego już nie tańczy, wcześniej nauczał dzieci w szkole, więc gdyby nie taniec pewnie to by robił. Uważa, że w przyszłości nie będzie zmieniał branży. Interesują go duże przedsięwzięcia tzw on stage. Gdy pytałem z kim najbardziej podoba mu się współpraca powiedział, że z T Pain. Rihannie trochę sodówka odbiła na pkt sławy. Odnośnie polskich tancerzy stwierdził, że potrzebują takich właśnie zajęć z zagranicznymi tancerzami, aby poznać nieco odmienny styl, ruchy, inne poczucie rytmu - co znakomicie rozumiem, różnica jest wyraźna. Oceniając nasz poziom zauważył, że sporo tancerzy jest nieśmiałych i kiedy mają zagrać chick, ciężko jest im się wczuć. Boją się zadawać pytania, jeśli czegoś nie wiedzą.
Później co tam jeszcze... pokazywał nam swoje tatuaże, uczyliśmy go trochę polskiego (liczenie do 8) i najtrudniejsze polskie zdanie 'chrząszcz brzmi w trzcinie w Trzebrzeszynie', kiedy spytał co to oznacza był mały problem z translacją 'The worm sound in grass in Trzebrzeszynie' xD Natomiast Holly uczył nas "[kali supa dżager espi kale dojcze]" czy jakoś tak ;p Nie wiem do końca co to miało oznaczać, jakiś bełkot. Połączenie hiszp z ang. jak przypuszczam, w końcu Holly ur się w Portorico, więc jego ojczystym językiem jest hiszpański.

czwartek, 25 marca 2010

Thank U



Wróciłem godzinkę temu z warsztatów - still foolish; naprawdę nie przypuszczałem, że Holly jest takim człowiekiem jakim jest. Podchodziłem sceptycznie do warsztatów "kolejny facet, który trochę więcej potrafi i zaraz będzie robił zamieszanie" - myliłem się. Dzisiaj nam zrobił new style i videoclip, w którym mówił jak podchodzą tancerze na stage, choćby mtv grammi. Ponadto mówił, że jeżeli widzisz, że ktoś tańczy lepiej to nie wstyd, tylko pomyśl sobie damnn I wanna dancing like him!! Holly mówi, że nie chodzi o to, aby każdemu wytykać błąd, każdy ma swój styl, on może naprowadzić, powiedzieć jak to wygląda poprawnie (np. dzisiaj było tak z rękoma, że tak po prostu musiało być), ale reszta to Twój własny styl, jedni mają szerzej nogi, inaczej zaakcentują, więcej klatką pracują etc.
Podczas videoclipu odczuwalo się wieź z ludźmi mimo, ze znało się ich jedynie z warsztatów. A miałem wrażenie jakbyśmy ze sobą tanczyli już pare lat...

Dziękuję bardzo Hollyiemu, Betty za to, że coś takiego zorganizowało i za to jaką osobą jest dla Stylowej Rodzinki, Braterstwu za, że jestem ich częścią...

środa, 24 marca 2010

Work! Work! Work!



Masakraaa Holly pociśnał i to tak jak się tego spodziewałem! Pierwsze choreo zajebiste, drugie również, cały mokry byłem (co widać na zdj). Brakowało mi takich choreo i najlepsze jest to, że całe pamiętam jedno i drugie. Mimo, że szybko leciał to dawałem radę, a miałem pewne obawy czy będę nadążał, w końcu jego chorea są dynamiczne.
Zajebiście, zajebiście, zajebiście!!! Teraz czekam tylko do czw, na kolejne 2 choreo.

wtorek, 23 marca 2010

Młode talenty 2010



Już po wszystkim. Było zajebiscie. Co tam, ze nierówno. Można to wybaczyć, jako ze to pierwsze zawody większości dziewczyn z Grupy, a stresor je zezarl. Byliśmy w stanie wykonać to o wiele lepiej, ale ważne ze dobrze się bawilismy ;)
Poziom jeśli chodzi o formacje to ciężko powiedzieć, kilku nie widziałem. Breakdance miał zajebiste wejście - my tez, którego nie nagrano -,-
Solo miało poziom średni, jedni lepiej, drudzy gorzej. Wiem, ze w solo wygrały 3 dziewczyny. zakładam, ze z modernu bo New styleowe dupy nie urywaly.
Jutro wstawię zdj, jako ze z komy nie bardzo mogę... Jutro również warsztaty z Hollywoodem :) a no i koło z anatomii ukl nerwowy...

sobota, 20 marca 2010

Zasada dającego ściągać



Dzisiaj zajęcia do 11 tylko - Kwalifikowana pierwsza pomoc -  na którą się spóźniłem przez milkę-goplanę, ale nieważne bo były zajęcia z tą jakże entuzjastyczną kobietą... Aż dziw człowieka bierze czy oni naprawdę nie rozróżniają kwalifikowanej od zwykłej pp, czy po prostu oni chcą nam dosłownie wpajać wiedzę z pp. Tak czy siak dobrze, że puściła nas wcześniej. Siedzenie na ich sorze, wiedząc gdzieś podświadomie, że gówno się wydarzy, było jak nadzieja ślepego, że odzyska... słuch... Innymi słowami bez sensu. Po pierwsze nic nie pozwolą robić, a po drugie co ciekawego będzie w gipsowni?!


Pod wieczór na maila zostały podesłane wyniki z wejściówki z kpp i ironią jest to, że napisałem za kumpele praktycznie połowę pracy i one jako jedyne zaliczyły z grupy. Z czego ja odpowiedziałem na każde pytanie, wymieniłem sprzęt, nawet trochę dodatkowego do intubacji i jakoś tego nie zaliczyłem... Wcale mnie to nie martwi, a jedynie bawi. Ciekaw jestem ustnej poprawki... tak to jest jak pytanie zadaje pielęgniarka, a nie ratownik - nie obrażając tych pierwszych.

Jutrzejszy trening wspólny nie wypali. Znalazła się jedna chętna osoba z początkowych praktycznie wszystkich zainteresowanych. Cóż tak jak przypuszczałem, każdy indywidualnie będzie ćwiczył.

Nawet zaliczyłem dzisiaj spowiedź, mama wzięła mnie pod lekki szantaż i zadawałem trudne pytania 'a dlaczego mam chodzić do kościoła?', 'po co mam iść do spowiedzi skoro wiem, że za tydzień zgrzeszę nie będąc na mszy w niedzielę'. Topornie mamie wychodziło tłumaczenie moralne, więc odpuściłem.
Podczas spowiedzi ksiądz nawet nie pozwolił mi dokończyć 'więcej grzechów nie pamiętam...', nie wiem czy mój wstęp go do tego zachęcił, czy ciągnąca się kolejka za mną. Tak czy siak pokuty nie pamiętam.

A właśnie byłem dzisiaj u fryzjera korzystając z okazji, gdzie musiałem podrzucić płytkę z muzyką na młode talenty. Początkowo wyglądałem jak wieśniak z średniowiecza w nowej fryzurze, pierwszy raz tak sobie zażyczyłem. Jeszcze fryzjer obciął mnie typowo, więc kiedy skończył spytałem czy może poprawić to, co nie podobało mi się, w końcu jestem nietypowy... A salon wyglądał jak z lat 70', jedynie brakowało grayscale i sepii.

środa, 17 marca 2010

Holly w drodze

Hollywood jest już w drodze do Polski jak przeczytałem z twittera. Nie mogę się doczekać. Nie możemy przed nim odwalic jakiejś lipy, więc trzeba ćwiczyć.

Nowinki z dnia dzisiejszego, nie byłem w szpitalu. Wróciłem, zjadlem obiad, polozylem się spać, wstalem po 17, a po 18 byłem już u Janka, dalej mecz i w domu po 22. Jutro sobie chociaż pospie i trening solidny musi być!!

poniedziałek, 15 marca 2010

Trochę podłamany



30min temu wróciłem z treningu praktycznie ostatniego wspólnego treningu przed zawodami. Pomijając fakt, że byłem wkurzony bo właściwie nic nie robiliśmy, salka była za mała, nas za dużo, praktycznie za każdym razem każdy deptał po sobie, to było jeszcze dwóch kolesi, którzy wprowadzali chaos i wszystko szlag trafił.
Fajnie, że spojrzeli świeżym okiem na nasze choreo, parę dobrych uwag podali i mam nadzieję, że ludzie wezmą to pod uwagę. Chociaż na coś się przydali ;]

Jednak tak czy siak jestem podłamany. Nie podoba mi się parę ruchów jak je wykonuję, wcześniej jakoś nie rzucało mi się w oczy, a teraz stwierdzam, że wygląda to kijowo. Muszę się za to zabrać.

niedziela, 14 marca 2010

Dzień jak co dzień

 Minął pewien czas od ostatniej mojej noty (10dni). Właściwie nic się nie działo, przykre co nie? Z wyjątkiem tego, że jako jedyny z mojej gr zaliczyłem wejściówkę z anatomii - pocieszające. oo nie spodziewałem się, że ktoś napisze akurat dzisiaj, kiedy mi się śnił... taa nie spodziewajmy się czegoś wybitnego choćby 'hej co u Ciebie'. Przywykłem już do pewnej sytuacji, a mianowicie 'piszcie do mnie, kiedy czegoś potrzebujecie', ale w końcu MJ postawił się i teraz jest 'nie, nie mogę'. Co innego, kiedy utrzymuje się kontakty, nawet głupie zapytanie 'hej co u Ciebie', a nie od razu 'mam prośbę' i to zresztą nie pierwszą...
 Poza tym za tydzień już zawody, warsztaty, imprezy. Zacznie się coś konkretniejszego.

czwartek, 4 marca 2010

WoW

 Czwartkowy wieczór, całe szczęście, że nie musiałem dzisiaj iść na język o 6.45 bo byłaby rzeź, która i tak będzie miała miejsce...
 Poza tym jestem pod wrażeniem jak szybko i sprawnie można rysować ps'ie. Od dłuższego czasu chciałem podglądnąć jak się cieniuje i koloruje w ps'ie. Dopiero dzisiaj się za to zabrałem i japa szeroko otwarta. Jako, że pewne ruchy mam już wyrobione to postaram się na wykładach coś zmajstrować w sketchbooku ;)
 Jutro wreszcie - mam nadzieję - odbieram przesyłkę z empiku i jestem podjarany, dawno na nic tak nie oczekiwałem. Ostatnim razem był to film avatar w kinie.

Godz. na SOR: 107 (4h śr)

poniedziałek, 1 marca 2010

Uff

 Czasami każdego z nas coś martwi. Mnie osobiście zdarza się to bardzo rzadko, gdyż jestem realistą i sprawnie oceniam wszystko obiektywnym okiem. Jednak są rzeczy, na które później już nie mamy wpływu i pojawiają się wyrzuty sumienia "a jednak mogłem inaczej". Od piątku tak starałem się nie myśleć.    Negatywne, pesymistyczne myślenie nic nam nie daje. Najlepiej cieszyć się jeszcze tą chwilą nieświadomości i nie zamartwiać się na zapas. Przywykłem już i jak najbardziej odpowiada mi radzenie sobie z problemami samemu. Nie widzę sensu dzielić się moimi problemami, które naprawdę zdarzają się bardzo rzadko - wraz z wiekiem. Zawsze rozważam czy jest ktoś w stanie mi z tym problemem pomóc, przeważnie nie, więc zostawiam go dla siebie.
 Pamiętam jak byłem mały w problemy, a bardziej w tarapaty wpadałem dość często raz na tydzień. Kiedyś coś się nabroiło odczuwało się ten, jakże już niemal zapomniany, stres i te słowa w głowie "ehh znowu narozrabiałem i będzie kara". Najbardziej bolało to, że ledwo kończyła mi się kara, a już zaczynała kolejna hehe... Wtedy już byłem podirytowany na maxa i żałowałem, że np. powiedziałem o jedno słowo za dużo.  Później już z bratem uciszaliśmy siebie nawzajem.
 A teraz... Teraz już tego nie ma. Bardzo rzadko, kiedy mam jakiś problem. Ostatnim razem, kiedy poważnie się czymś przejąłem to był przypadek z Tati, kiedy chcieli ją deportować. Byłem tak bardzo zdeterminowany, że gdyby przyszedłby ktoś po nią do szkoły - a było to bardzo realne, w końcu zabrała wszystkie papiery ze szkoły - to zrobiłbym wszystko, aby pozwolić jej uciec. Nawet rozmawiałem z sąsiadką, której syn był prezydentem mojego miasta czy mogłaby coś w tej sprawie zrobić. Nie lubię tego zamartwiania się, ból głowy, nieprzespane noce, czekanie na telefon, zresztą kto to lubi...
 Tak czy siak już jest spokój, jak na razie...
 Poza tym od pewnego czasu stwierdziłem, że zmieniłem się... i to bardzo zmieniłem się. Na dobre? na złe? uważam, że zmieniłem się na takiego, jaki powinienem być...

czwartek, 25 lutego 2010

Moczowo-rozrywkowo do przodu

Krótka zalegla nota, koło z anatomii do przodu 17/25 i całe szczęście bo pisać to otwarcie porażka na maxa.
Po kole był wf wspinaczka, wypas, możemy naginac regulamin jako, ze nas szkola z czynności ratowniczych na wysokosciach ;)
Na pierwszych zajęciach uczylismy się wiązać uprzaz, liny i asekuracji.
Jutro kwalifikowana i techniki zabiegów medycznych, czyli coś co tygryski lubią najbardziej.
Z dzisiejszego soru nie wyszło jako, ze czułem się trochę zmęczony w dodatku musiałem jechać odebrać kuzyna auto od mechanika. Wyjechalem po 14, a wróciłem po 16.
Ogólnie podobno powstaje koło rm z dość atrakcyjna oferta. Dowiem się wiecej za tydzień, ale raczej się na to pisze ;) chyba ze bedą mniej oferowali niż sor, w takim razie wybiore sor , gdyż wiecej się naucze.
Forum kierunku zmieniło adres na nowy: www.ratmed09.prv.pl

Godz na sor = 103 (5h) wtorkowe

niedziela, 21 lutego 2010

Let's start it

Po weekendzie...
Piątek w szpitalu spokój, jedynie przed 18 Mirek zrobił mi teorię z wkłuć, a wcześniej to głównie rozmawiałem z Dorotką. W week na tańcach przygotowania pełną parą, beyonce przerobiona w każdym calu + dodatkowy jazz.
Od jutra uczelnia, jeden wykład z mikrobiologii i wsio, tzn. o 16.45 jest jeszcze anatomia wykład, ale nie zamierzam się na nią wybrać. Te wykłady i tak mi nic nie dają, a siedzieć do 19, kiedy we wt jest koło z anatomii nie ma sensu. Wrócę to byłbym zrąbany, a tak posiedzę, poodpoczywam w domu i zabiorę się za naukę.

Godz. SOR = 98 (8h)

czwartek, 18 lutego 2010

Kolejna znajoma i świeżaki

Tym razem spotkałem Monikę w szpitalu, a dokładniej to ona mnie spotkała. Ja jej nie poznałem, przywiozła sąsiadkę do szpitala. A dzisiaj co, pobrania, wkłucia, czyli trening czyni mistrza i tym razem była ciekawa sytuacja. Jako, że czekaliśmy ponad godz. na rtg to pacjentowi zachciało się do toalety. Podchodzę z pacjentem do wc, który jest przy rtg, pukam, stukam, chwytam za klamkę - zamknięte, nikt się nie odzywa. Jeszcze raz stukam, nieco głośniej, nadal nic. Kawałek odchodzę od drzwi zerkając czy pali się światło, które byłoby widoczne przez dziurki na dole, ale jest ciemno. Jeszcze raz stukam, pytam się czy ktoś tam jest, milczy. W końcu chłopacy od nas przechodzą i pytają się czy  zamknięte. Mówię, że tak, ale światło jest zgaszone. Sanitariusz wyciągnął klucz i próbuje otworzyć. Nagle wielkie oburzenie - jeszcze nie otworzył, ledwo dotknął drzwi - "co to ma być, zero prywatności, to miejsce intymne (...)" na nasze zapytanie - czemu pan się nie odzywał, kiedy pukaliśmy i pytaliśmy to on "w końcu to toaleta publiczna, kretyni, powinni Was zamknąć w psychiatryku (...)". Kolega już tak się zbulwersował po paru wymianach zdań, że ładnie już ostrzegał faceta w środku, że go zaraz wyciągnie stamtąd i skończy się pyskowanie. Myślę, że facet w środku wziąłby rady do serca, gdyby zobaczył owego kolegę, szafa 2x2 hehe cóż nie udało mi się zobaczyć kto był w środku, nawet jak wrociłem z Natalią z pacjentem z innego wc, to gość był nadal w środku, wychodząc z rtg nadal był. Później już nie wiem, ale siedział tam za długo ;p Przecież to szpital, a jak sama nazwa wskazuje trafiają tu ludzie chorzy, mógł zasłabnąć wc, próbować popełnić samobójstwo, chlać alkohol czy jeszcze inne rzeczy. Naprawdę mnie wkurzył, gdyby wyszedł myślę, że miałby wyjątkowo nieciekawie. Najechałbym na niego równo, a kolega nie wiem czy by dosłownie na niego nie najechał - wcale bym nie śpieszył się z ratowaniem kiblowego pacjenta ;]
Co dalej na dyżurze? Nowe twarze z maltańskiej, Karolina. Sympatyczna, 17letnia dziewczyna o ładnych niebieskich oczach, pierwszy raz na sorze, więc miała szczęście, że trafiła na mnie i Gośkę, i mogliśmy ją oprowadzić nieco po szpitalu. Zresztą jutro również ma praktyki, pewnie będzie po 16.
Oglądałem w końcu dzisiaj 'bez mojej zgody' razem z mamą, taa mama na dramaty nie nadaje się... pół filmu mi ryczała! ehh, nie zaprzeczę, że oczy mi się nie szkliły, jednak łzy powstrzymywałem. Film polecam każdemu.

Godz. na SOR = 90 (10h)

środa, 17 lutego 2010

Znajome twarze w szpitalu

Już po dyżurze, nie wstałem o 6 po imprezie. Zresztą kluczy nie zabrałem i wróciłem trochę wcześniej przed 1, aby mnie ktoś do domu wpuścił. W szpitalu nic nadzwyczajnego  chociaż był chłopak z rozciętą nogą uczeń kuzyna z pracy i chłopak z podejrzeniem zapalenia wyrostka, którego poznałem w wakacje w Kołobrzegu wraz ze znajomymi. Dopiero, kiedy wychodziłem i pytałem o ten jego wyrostek powiedział mi, że chyba kojarzy mnie z Kołobrzegu - ja go kompletnie nie poznałem.
Krew, badanka, martwa stopa (amputacja), krew, nic nowego. Chociaż zauważyłem, że co osoba to inna technika pobierania krwi i zakładania dojścia. Ostatnio inaczej mnie uczyli, dzisiaj jeszcze inaczej, zresztą wolę tą technikę co Miki pokazywał, a nie dzisiaj co ratowniczka.
Później pojadę Janka odwiedzić, dzisiaj ma imieniny.

Godz. na SOR = 80 (5h)

wtorek, 16 lutego 2010

Urodziny Krzysia

Dzisiaj urodziny Krzysia - 22 - kupiliśmy mu już prezent, jutro Janka imieniny, więc też już prezent zakupiony. Niedługo powinien Janek po mnie przyjechać, a chciałem się akurat kimnąć, kiedy on dzwonił...
W week nagrywaliśmy filmik, spodnie przyszły, pasek kupiłem, plan na 2s pojawił się i jest spoko ;)


I jest filmik z intubacji: http://wyslijto.pl/plik/58wpjoscs5

piątek, 12 lutego 2010

Chrzest odbyty

Dzisiaj z rana spokojnie, ale jak to na ostrym jak w końcu się zacznie to nie ma odpoczynku. Miałem interne z Dorotką, typowo badania laboratorium głownie. Pózniej tylko było hasło, ze reanimacja jest. lekarz od nas szedł na rtg bo facet zatrzymał się, wiec wolalem Kamila i pobieglismy. Przywrocilismy go i znowu na korytarzu się zatrzymał, wiec w drodze na OIOM Kamil z pielęgniarka pompowali go, a ja z reszta personelu pchalem łóżko. Pózniej zmienialismy się na OIOMie. Ogólnie facet po przywróceniu pozostawał w tachykardii przez długi czas. 3 razy defibrylowany, raz na rtg w ciagu najpóźniej 4min. Następnie 2razy na OIOMie, gdzie pielęgniarka nie wiedziała zbytnio jak obsługiwać defibrylator... Dalej nic nie wiem jak jest z pacjentem, jego stan był niestabilny. Wrocilismy na sor. A facet przyszedł do szpitala tylko na przeswietlenie kolana, wiec jego żona, która czekała na korytarzu musiała być zszokowana. Przed rtg była już gadka, ze zatrzymał się w wyniku długiego czekania na zdj, taa jasne... Teraz ludzie bedą unikać rtg bo jeszcze bedą musieli czekać, no i dojdzie do nzk heh.
 Pózniej było nieco lżej. Przyjechała studentka fizjo z oparzeniami I i miejscowego jakieś 3cm II stopnia na nogach. Dziewczynie było trzeba założyć opatrunki, dlatego wyprosilismy obok siedzacego pana. W końcu za dużo oczu nie mogło spogladac na studentke od dołu w bieliznie - popazona miała kostkę jako IIst i uda prawie aż do pachwin jako Ist. Miła, lekka i przyjemna praca ;p

Dobra jutro wstawiam zdj wraz z filmikiem z obiecanej intubacji. Teraz tylko przebudzilem się na obiad.

czwartek, 11 lutego 2010

Intubacja



 Spokojniutko jak nigdy, wklucie dzisiaj pierwsze zakladalem, w sumie zdziwilem się, ze pyklo, ponieważ pani miała słabo widoczne zylki. Pózniej jeszcze pare razy krew pobieralem. Trzeba jeszcze opanować dobrze manewrowanie igłą, gdy jest się już wklutym.
 Pózniej z doktorami przegadalem razem z Fernando jakaś godz. Zagadalismy czy możemy pocwiczyc intubacje na fantomie (zdj i filmik pózniej wstawie). Fantom i wyposażenie w średnim stanie (rozdwojony język, laryngoskop 2' dla dzieci, a powinna być 4', 5'). Przez co początkowo było baardzo trudno zaintubowac. Pózniej już mniej wiecej opanowalem to i wyrabialem się do 20s.
 Jutro ostatni w tym tyg dyżur, a pózniej Dance ;)
 Branoc, rano bierzcie ze sobą łopatę do odsniezania ;]


środa, 10 lutego 2010

Maraton rozpoczęty

 Po dyżurku, trochę zmęczony, Zbyszek wygrał mnie w przetargu i spędziłem cały dyżur na internie. Głównie wypisywałem karty pacjentów i pobierałem krew ani jednego RTG, TK czy USG!!! Szał, nigdy jeszcze tak nie było ;p
Coś ciekawego? 1/3 powierzchni głowy zwisającego płata skóry, nie mam pojęcia jak do tego doszło... Spodnie mi jeszcze nie przyszły, więc chodzę w białych, które są dla mnie nie poręczne. Nie mogę schować portfela do spodni, stetoskopu, stazy czy innych rzeczy... Jedynie długopis i komórka znalazły tam swoje miejsce. Umowę podpisałem, mam ze sobą, wszystko ok, tylko błąd przy adresie, na szczęście na miejscu zrobili aneks.
 Jutro również na 8 do 18, piątek tak samo.

Ps. Taa i czekam Donna na zdjęcie ;]

Godz. SOR = 58h

wtorek, 9 lutego 2010

Odpoczynkowo

Rano otwieram oczy, a tu kuzyn nade mną stoi, pierwsza myśl, ze mam jakiś dziwny sen, wiec pytam co on tu robi. Nie pamietam już co mi odpowiedział, chyba coś w stylu, ze czeka na mnie.
Wygonil mnie z łóżka, zgralem mu house s01, zjadlem śniadanie i pojechalismy do galerii. Trochę pokrzyzowalo mi to plany, dlatego ze rano chciałem nagrywać choreo, ale zajalem się tym, gdy wróciłem i warunki pozwoliły mi na 2uklady. Z czego mój pokój średnio nadaje się do tańca, jest mało miejsca, a ja tu tanczylem street jazz... -,-
Wieczorem wybrałem się po siostrę i mamę do reala. Dokonczylem film kochaj i tańcz, po raz kolejny utwierdzajac się w przekonaniu, ze Damiecki nie potrafi tańczyć ;p
Każda scena, gdzie jest pokazany jak on tańczy prezentuje się, kiedy on stoi i nic nie robi hehe
Zreszta najlepsza scena jest kiedy, on dowiaduje się, ze Hania jest córka Ketlera i chce się z nią spotkać. Ona przychodzi na dach, gdzie on już na nią czeka. Robi wokół niego dwa kółka, trochę pomachaja rękoma, po czym on przechodzi obok i wychodzi, cyk koniec sceny... To sobie pogadali xD

Jutro maraton, może spodnie przyjdą. Tak, wiec od 8-18 jestem w szpitalu, gdyby Ktos mnie szukał ;)

poniedziałek, 8 lutego 2010

Wolny dzień

 

 Cóż dzisiaj całkowicie dzień na odpoczynek, dawno już takiego dnia nie było. Miałem czas, aby się ogolić, wybrać do fryzjera, poleżeć, kimnąć się. Później obejrzałem kolejny odcinek sytycd s06 i śmiać mi się chce bo w każdym odcinku jest jeden uczestnik z straszną i smutną historią, gdzie żyje tylko dzięki tańcowi xD Tylko w usa co drugi amerykanin jest skrzywdzony przez los xD
 Teraz obejrzałem 50min kochaj i tańcz z mamą, jutro oglądamy ciąg dalszy. Damięcki również mnie bawi, na widok jego tańca śmiać mi się chce, przypomina typowego mięśniaka, który w życiu nie słyszał pojęcia technika...
 Jutro z południa mam zamiar nagrać filmiki dla Zielonej, nie wiem jak to zrobić u mnie w pokoju, ale coś się wymyśli... Póki co zbieram się do spania. Jutro powinny przyjść spodnie do pracy albo jakoś na dniach hmm...


ps. ostatnie zdj z czw 

edit:
Postanowiłem jeszcze dopisać parę słów, odwiedziłem pb i nawet nie zauważyłem ani nie wiedziałem, że Karolinka jest szczęśliwa, Martuś również, o Dajanie to wiedziałem ;p hmm nic nie wiem co się dzieje u moich znajomych, kumpli, kumpel czy przyjaciół. Z Maliną urwał mi się kontakt, co dzisiaj zauważyła Kasia pisząc do mnie na nk. Z paroma osobami mam kontakt, ale w końcu nie można mieć wszystkiego? Trzeba coś poświęcić, aby w tym drugim mieć efekty, czy może się mylę?
Właściwie to już przyzwyczaiłem się i nie jest mi z tym, aż tak źle.

niedziela, 7 lutego 2010

Po maratonie



 Minął maraton i minął już weekend. W piątek w szpitalu załatwiłem med pracy, badanka, wyniki z krwi idealne, jednak umowy jeszcze nie zdążyli przygotować. Oprócz tego kolejne 2 reanimacje mnie ominęły, akurat podczas badań ;] taa... a mam wyjątkowe szczęście...
 Na dyżurze był najlepszy skład Mikołaj, Dorotka, Pani Ela i jeszcze jedna Pani, której imienia nie pamiętam za bardzo... Testowaliśmy automat do RKO i szczerze mostek na pewno to połamie ;] jak maszyna do zabijania... Wróciłem to zamówiłem spodnie albo to było w czw, nie pamiętam teraz. Tak czy siak, ciekaw jestem jak będą wyglądały w realu. W necie się ładnie prezentowały.
 Na tańcach w sb byłem zmęczony, nie bardzo chciało mi się tańczyć... jeszcze zanim wyszedłem głowa mnie bolała i jakoś średnio się czułem. Dzisiaj już zupełnie odwrotnie, że nawet mógłbym zostać kolejne godziny... Jutro wolne, odpoczynek, wyśpię się.

Godz. SOR = 48h
ps. zdjęcie jeszcze z czw.

czwartek, 4 lutego 2010

Najciezszy dyżur



 Dzisiaj był najciezszy dyżur... Reanimacja, która była krótka i zanim wróciłem z pawilonu to już się skończyła... Mam pecha druga reanimacja i nie było mnie przy niej. Jednak ciezszy przypadek
mieliśmy jakoś przed 17. Studentka 22lata, uderzona z tylu przez tira, a następnie wjechala w nadjezdzacego tira z przodu. Przywieźli ja z amputowana stopa, której nie znaleziono... Złamana miednica, tk wykazało pekniecie podstawy czaszki. Obrazenia wewnętrzne, które nie są mi bliżej znane. Zaintubowana oddychala przy pomocy respiratora. Z tk trafiła na blok operacyjny.
Szkoda mi jej, dziewczyna bardzo ładna. Jutro kolejny dyżur, wiec dowiem się czy przeżyła...
Razem godzin na sorze 40.
MJ

sobota, 30 stycznia 2010

Podsumowanie dotychczasowych zaliczeń

 Większość zaliczeń już za mną: zdrowie publiczne, międzynarodowe problemy zdrowotne, demografia z biostatystyką, filozofia i etyka, psychologia, socjologia. Wszystko co wymieniłem z wyjątkiem demo zaliczyłem. Przede mną jeszcze pierwsza pomoc... Najważniejszy przedmiot. Aa i nie wiem jak z anatomią, nie ma żadnych wieści od wt.
 Za pewien czas zbieram się na tańce, wrócę to pojadę do kuzyna. Chcę zgrać sobie zdj z sylwestra bo jeszcze ich nie widziałem ;]

wtorek, 26 stycznia 2010

II poprawka koła

 Dzisiaj pisałem II poprawkę koła z krwionośnego, ciężko mi powiedzieć, ale raczej jej nie zaliczę. Słabo mi poszło, tzn. nie że nie byłem przygotowany, tylko po prostu były trudne pytania. Jak wcześniej były 4-5 pytań to teraz 6 z czego 2 z żył...
 Jutro demografia z biostat. jutro chyba się na to pouczę, w końcu mam czas.
 A no i dzisiaj widziałem się z Doną, która słabo stara się pokonać nałóg ;]

sobota, 23 stycznia 2010

Pierwszy zgon

 Kiedyś w mojej pracy musiał nadejść taki moment, to nieuniknione. Jednak nie spodziewałem się, że tak szybko to nastąpi... praktyki odbywam zaledwie od stycznia (2tyg jakoś). Dzisiaj byłem na 3h po tańcach w szpitalu, spóźniłem się jakieś 5min i byłbym przy reanimacji. Pan miał 39lat, chłopacy reanimowali go jakoś godz. do nzk doszło na tk, gdzie stwierdzono jeszcze obustronną odmę opłucnową, nie udało się go przywrócić.
 Mnie jedynie zostało oczyszczenie ciała przed rodziną. Było trzeba powyciągać rurki pozostałe po odbarczeniu odmy, wenflony i rurka ustno gardłowa.
 Moje przeżycia? Nie wstrząsnęło mnie to specjalnie, może dlatego, że nie przeprowadzałem reanimacji. Dopiero, gdy wracałem do domu bimbajem myślałem nad tym i stwierdziłem, że ten Pan był 10lat młodszy od mojego taty, a od mojej mamy o 4lata.
 Kontaktu z rodziną zmarłego nie miałem. Wiem tylko, że przyjechała matka z córką, doktor przekazał, co miał do przekazania.

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Nocka



 Nie miałem czasu napisać przez weekend, właściwie nie było kiedy. W sobotę z rana o 7 poprawka z anatomii jedynego mojego koła w plecy - nie wiem jeszcze czy zaliczyłem. Następnie na 14.30 tańce do 16 i od razu po zajęciach, pojechałem do szpitala na parę godzinek. Dokładnie spędziłem tam ponad 3h, po 20 wychodziłem. Co się działo? Nic konkretnego sobie nie przypominam, ale leków się pouczyłem mniej więcej tych zamienników ml /mmol. EKG opanowałem.
 niedzielę ponownie tańce, przerobiliśmy house, gdzie na koniec mam 2 frezzy do ogarnięcia - jeden na głowie, drugi podstawowy. Wróciłem do domu obiadek kimnąłem się 2h i na 21 nocka w szpitalu. Dzisiaj był ostry i jak przystało na ostry dość się działo. Zaliczyłem moje pierwsze wkłucia dożylne, jednak krew i tak nie leciała... Podobno wbić w żyłkę się wbiłem, tyle że raz była wina probówki z próżnią, a drugi raz żyła mi się przesunęła i teraz nawet nie wiem czy się wbiłem czy nie ;] Pielęgniarka też nie mogła pobrać z tej żyły krewki. Ok 2-3 biegliśmy z Kamilem po śniegu w laczach po formularz do trombolizy, facetowi zostawały jakieś ostatnie minuty na wykonanie pozytywnego leczenia. Dla rodziny to powinny być ciężkie chwile, ale z tego co widziałem raczej nie docierały to do nich albo nie wiedzieli jak będzie wyglądało życie tego Pana. Świadomość kompletnie zaburzona, w GCS 11-12pkt, nie jestem pewien jak do końca wyglądało wykonywanie poleceń ruchowych. Nie wiem jaki był wynik całego zdarzenia, czy zdążyliśmy czy nie. Tak czy siak staraliśmy się zrobić to jak na szybciej, Kamil nawet na śniegu podczas biegu zgubił parę razy laczki bo rozwaliły mu się. VIPownia była zajęta już od 21, czyli moje ewentualne miejsce spoczynku odpadało... Zresztą nie wiem czy jeżeli bym tam zasnął to czy by mnie obudzili, 2 don żuliany, wymagają klimy na najwyższym poziomie... Mieliśmy 2 problemów pacjentów, jeden z rozciętą głową i pod wpływem alkoholu, ubrudzony krwią dotykał prawie wszystkiego... W sumie, że nie chciał czekać na wyniki z RTG, to poniekąd dobrze, jeden problematyczny mniej. Jednak najgorszy pacjent był później, bezdomny, z lekkimi zaburzeniami świadomości, mówił, że jest na złomowisku u Grzecha, na pozostałe pytania - pytany nawet 5krotnie - odpowiadał zawsze tak samo i nawet spójnie. Pijany nie był, ale wymiotował krwią (zarzygana ściana boxu interny), wyrwał sobie wenflon, rurkę nosowo-gardłową, co chwilę było mu trzeba zwracać uwagę, aby leżał spokojnie, zesikał się podczas TK, gdzie mieli nas później dość. Łapał Panią Doktor za dłonie podczas badania, a P. Dr. była młoda i myślę, że niedoświadczona - strach w jej oczach mówił wszystko. Nie wiem czemu nie dostał czegoś na uspokojenie. Problemy sprawiał przez parę godz.
 O  8 zaczynała mi się pierwsza pomoc, na tym samym oddziale, tam już był totalny odlot, jak nie pierwszy raz na ćw był wykład. Po ćw pojechałem do jurasza na ekg i medycynę pracy. Wróciłem o 14.20, zjadłem resztę czekolady i spanko. Wstałem o 19 to obiad, ogarnąłem się i zaraz do anatomii się zabieram.

 A  na zdj Kamil nie poddający się odmóżdżeniu jak mówi dr. Mućka ;p Kulki pozwalają zachować trzeźwy umysł ;]

Godzin na SORze razem: 24h

piątek, 15 stycznia 2010

Poker & makao

  Dzień zaczął się bardzo wcześnie o 6.25, kiedy przebudziłem się i rozważałem czy iść na filozofię. Rozważania trwały 15min, decyzja była taka, że poszedłem. Facet spóźnił się jakieś 45min, jako że pojechał pod inne miejsce - pokręciło mu się. Nic ciekawego nie robiliśmy, oglądałem z Natką zdj, uzupełniałem kalendarz, coś tam nakreśliłem i do domu.
 Następnie o 13 wykład z międzynarodowych problemów zdrowotnych, grałem w karty w pokera texas hold z Natką. Później psychologia, zmieniliśmy grę na makao. Po 16 już nas tyłki bolały, więc poszliśmy do domu. Zresztą przyszła fizjo 2rok bodajże i wykład był bardziej skierowany do nich niż do nas. Nawet początkowo myśleliśmy, że to z czegoś innego wykład bowiem był o kryzysie. Pani wykładowczyni szybko rozwiała moje wątpliwości, kiedy zadałem pytanie czy to jest psychologia teraz.
 W domu byłem po 17, zjadłem obiad, poczytałem książkę, spałem, obudzony zostałem przez mamę, która trochę odmroziła sobie rękę i stękała jak to szczypie. Bratu tylko powiedziałem, żeby nie lał do miski ciepłej wody. Po chwili przebudziłem się na dobre i dalej czytałem książkę.
 Teraz niedawno skończyłem konspekt na dydaktykę, jutro go zanoszę bo na socjologię się nie wybieram.

środa, 13 stycznia 2010

9 godzin

 Właściwie to dzisiaj były pierwsze normalne godziny na SORze, ostatnio byliśmy tak w ramach przedłużonej 1 pomocy. Cóż jak na ostry to niewiele się działo. Najciekawszy przypadek to z facetem, który rabnął sie siekierą  w dłoń, mocno mu naciągał dr skórę. Rana była dość szeroka, jakby rąbanie z obu stron. Później pacjent z więzienia z obstawą, nawet mieli strzelbę - raczej na pociski gumowe.
 Byłem tam przed 9 wychodziłem o 18.15. Czego się nauczyłem? Na RTG po 10 wchodzi na zmianę pacjent, oddział. Ponadto ludzie jednak dziękuję, co mnie trochę zaskoczyło bo spotykałem się z opiniami, że rzadko coś takiego się zdarza. Jednak jak przypuszczam jest to zależne od ludzi na oddziale bo jeśli pielęgniarka jest gburem tak jak taka jedna z radiologii i diagnostyki to się nie dziwię, sam bym jej nie podziękował...

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Pierwszy ostry




Pierwsza godzina na ostrym dyżurze za mną. Pierwsza pomoc skończyła się trochę wcześniej z jakieś 30min, drugie tyle już zostaliśmy na SORze. Nawet sporo się wydarzyło przez tą godz. pacjent z pęknięciem w dwóch miejscach kręgu szyjnego CII - ogląd zdjęć tomografii,  wstrząs anafilaktyczny - cukrzyk napił się soku jabłkowego, nasze zadanie polegało na wywiadzie krótkim - chłopak pobity i zrzucony z półpiętra ze schodów - tutaj najwięcej nam pozwolili (mi oraz 2kumplom), a mianowicie zebraliśmy wywiad SAMPLE, mierzyliśmy parametry życiowe, wypełnialiśmy formularz zdarzenia.
 Poza tym zima kwitnie, autobusy zblokowały ulice nie mogąc się ruszyć, tramwaje wykoleiły się, karetki nie podjeżdżały do biziela (2 ratowników z buta wracało), zrobiłem 2 zdj.


  Później czeka mnie nauka z anatomii na wejściówkę i poprawę koła.

niedziela, 10 stycznia 2010

Zima 10lecia


  



 Dawno takiej zimy u nas nie było, a co najgorsze to dopiero początek. W końcu cały czas sypie, później umieszczę zdj jakie zdążyłem dzisiaj porobić, tyle że brat bawi się telefonem. Dzisiaj w ogóle taki męczący dzień był. Na 14 tańce, jednak nie będzie new age na kwalifikacjach - i dobrze - a zamiast niego jest ns do beyonce upgrade u - i bardzo dobrze. Poza tym mają być jakieś pokazy. Po tańcach jechałem do szpitala, przy okazji pytałem się o rozpatrzenie wolontariatu - niczego się nie dowiedziałem. Następnie poszedłem do dr, gdzie zasiedziałem się. Dr omawiał mi miejsca opukania i osłuchania, i tak sobie pogadaliśmy. Bardzo w porządku człowiek, jego kolega również "Dlaczego z żoną należy się kochać rano? żeby wiedziała, że tego dnia jest pierwsza" hehe. Rozmowy o tym, aby szybko się nie wiązać, o związkach na odległość, o wirusie brodawkowym, o zespole muzycznym Sofa, o formie pracy ratowników, o Turcji, o książkach dokładniej o 3tomach autora Stieg'a Larsson'a. Czułem się jak w towarzystwie kumpli z roku.




Wróciłem do domu przed 20, zjadłem w końcu coś - od rana tylko śniadanie - i spałem. Wstałem po 23, teraz tak szybko nie zasnę... Poczytałem dalej o urazach klatki piersiowej, zostały już te mniej ważne przypadki. Jutro zrobi się z tego prezentację, powtórzy btls i naczyniówkę na anatomię.

Edit: załączam zdj.






czwartek, 7 stycznia 2010

Revise 2009

 Korzystając z wolnej chwili postanowiłem podsumować rok 2009, gdyż wcześniej nie było na to czasu. Może zacznę od początku.
 Styczeń. W styczniu spędziłem sylwestra w pralni, miałem egzamin z prawka 2.01 - zdany - bodajże zapisałem się na korki z chemii. Był to okres przygotowań do studniówki, polonez etc.
 Luty. W lutym chyba była studniówka, a więc jakoś tydzień wcześniej szukałem partnerki z tej okazji. Miałem iść z Agnieszką, a poszedłem z Olą. Studniówka nie zrobiła na mnie wrażenia, jakiego się spodziewałem. Taka zwykła impreza na galowo.
 Marzec. W marcu w końcu zaczęło się coś dziać w moim życiu, coś ciekawszego, nie twierdzę, że mam nudne życie, ale... poznałem kogoś na kim mi zależało i kogo później pokochałem. Wszystko szybko się działo i zupełnie tak niespodziewanie. Pierwszy raz byłem w Łochowie, Podlaskach. Pierwszy raz wybrałem się tak daleko samochodem sam, no prawie sam, w każdym bądź razie bez kogoś kto mi mówi jak jechać. 20 marca były drzwi otwarte cmumk, poznałem Anię, która teraz ze mną chodzi na studia do jednej gr. Mimo, że od tego czasu w ogóle nie mieliśmy kontaktu.
 Kwiecień. Tu już byłem z nią. Nawet byłem zakochany. Ogólnie bardzo fajny okres w życiu. Dużo się spotykaliśmy, pamiętam, że początkowo najdłuższe nasze niewidzenie się to były 2dni. Później stopniowo to wzrosło do 4. Wiadomo okres przygotowań do matur. Pod koniec miesiąca miałem urodziny. Nic szczególnego z tego dnia nie pamiętam, w końcu to zwykły dzień. Jedynie fakt, że ona była na moich urodzinach.
 Maj. Matura to bzdura. Nie uczyłem się zbytnio, prawie wcale, z wyjątkiem chemii. Do polaka i francuskiego w ogóle się nie uczyłem. W maju również zacząłem moją pracę na polski ustny. Mój związek powoli rozsypywał się. Powodów było kilka, niewiele, ale zawsze. Jej były, o którym nie zapomniała, to był główny powód. Później myślę, że trochę matury na nas wpłynęły, rzadziej się widywaliśmy i prawie tylko na tym skupiliśmy się. Pod koniec miesiąca miałem komisję wojskową. Aa i oczywiście w maju wyrobiłem vizę do stanów na 10lat.
 Czerwiec. 1 czerwca zakończyłem związek po burzliwej imprezie, która pozostawiała wiele nieścisłości. 4 czerwca przenieśli mnie do rezerwy wojskowej, tego dnia również miałem wylot z Madzią z Wawy do Miami przez Paryż. Z domu wyjechałem po północy, wściekłem się bo specjalnie zgrywałem nową muzę na mp3, a mp3 zostało... Odlot z Wawy był po 7, po 9 pierwszy raz byłem w tak lubionej przeze mnie Francji. Kupiłem parę płyt fr (Rohff, Kery James), porozmawiałem z kilkoma osobami i nawet dogadałem się. W Miami było strasznie gorąco, pamiętam, że byłem mokry jak świnia (na sobie bluza, pod nią tshirt, dwie torby). Odprawa była dość długa. Później Bro z rodzinką nas odebrał i mieszkaliśmy u niego. Wrażenie było ogromne. Przede wszystkim zdziwił mnie fakt legwanów w ogrodzie i na basenie, w końcu one z ogonem to metr miały. A tam nikomu one nie przeszkadzały, wrażeń również nie zapewniały im. Dni mijały tam wolno i mniej więcej tak: zakupy, plaża, chodzenie, basen, plaża, zakupy, Orlando, rodzinka Bro, zakupy, plaża, plaża, zakupy, plaża, plaża, plaża - kolejność mniej więcej zachowana i bardzo skrócona. Zdj jeszcze do teraz nie przejrzałem, filmu także. Wróciłem 2dni przed ogłoszeniem wyników z matur, czyli 26.06. Odebrałem wyniki, które nie zaskoczyły mnie. Może trochę chemia, ale i tak raczej spodziewałem się, że trafię na rm cmumk.
 Lipiec. Załatwianie papierów z uczelnią, lekarz, pisma oraz testy sprawnościowe. Pamiętam, że z testu coopera miałem 3870m, a od 3900m był max pkt. Trochę się wkurzyłem bo te 30m bym jeszcze spokojnie dobiegł, gdybym wiedział ile przebiegłem. Z basenu gorzej mi poszło, miałem zły strój kąpielowy ;] byłem trochę przeziębiony. Oczywiście porządnie rozpadało się. W kolejce na zawiszy poznałem Justynę i biegała w tą i z powrotem Aga, która aktualnie chodzą ze mną na studia do jednej gr. Razem z byłą zanosiliśmy papiery na studia, było to nasze pierwsze spotkanie po rozstaniu i mimo wszystko dobrze było. Poznałem Motylka, tak chyba to było w lipcu.
 Sierpień. W sierpniu byłem nad morzem kilka razy. Raz z Madzią i Bro w Kołobrzegu. Codziennie z wyjątkiem jednego dnia jeździłem do Koszalina na warsztaty taneczne, które urządzała mi Agatuch. Stwierdziłem, że linie pkp są tam posrane. Ciężko jest się z początku połapać, przez co dostałbym mandat karny za jechanie niewłaściwym pociągiem. Było fajnie. Odwiedziłem także Olivuch, która była zaskoczona. Później jechałem z kuzynami do Ustronia Morskiego, również było fajnie. Z nimi nie da się nudzić. W sierpniu przyjechała do mnie na parę dni Martuś, zrobiliśmy sporo fajnych zdj. W końcu z jej pomysłem i towarzystwem nie jest to trudne. Pod koniec miesiąca miało miejsce spotkanie ludzi z mojego kierunku, przyszły 4os, ja, Sylwia, Aga, Justyna, ogólnie wydały mi się spoko.
 Wrzesień. Większość września spędziłem w Mk, poznałem Karolinkę i większość klasy Marty. Jeździło się do Gdańska na wystawę fotograficzną. Taki lepszy okres w roku.
 Październik. Czas na studia. Zderzenie z anatomią. Tyle jeszcze człowiek w życiu się nie uczył. Organizacja ich od razu pozostawiała wiele do życzenia. Ludzie w porządku, w mojej gr znałem praktycznie wszystkich. Zdecydowałem wybrać jęz. fr, który teraz będzie mi wchodził w IIs. Pod koniec miesiąca utrwaliły mi się już w miarę więzi z ludźmi z gr. Najbardziej z Martą i Maliną. Pierwsze koło z anatomii ukł. ruchu, zaliczyłem na 12/19. Z wejściówki dostałem co najmniej 4, ale nadal nie wiem w końcu ile. Na początku miesiąca zapisałem się na tańce do Braterstwa Stylu, grupa New Style do Betty.
 Listopad. Pierwsze zaliczenie z demografii, gdzie dzisiaj odebraliśmy wyniki - nie zaliczyłem, połowa z nas nie zaliczyła... - Kolejne koła z anatomii. Przepadające wykłady. Wyrobienie sobie opinii na temat uczelni.
 Grudzień. Poznałem Gośkę, najbardziej zakompleksioną osobę jaką znam. Badania sanepidowe. Nauka. Taniec. Nauka. Taniec. Święta. Nowy rok. Najgorszy sylwester na jakim byłem.

 Podsumowując nie był to zły rok, sporo doświadczyłem. Ten pewnie taki już nie będzie...

środa, 6 stycznia 2010

Ta sama gadka

 Mama znowu zaczyna ten sam temat, a mianowicie praca. Już mnie to tak irytuje i powoli wkurza, ze szok. Nie jest tak, ze obijam się bo czasu wolnego prawie w ogóle nie mam. Teraz to już całkowicie się go pozbywam, gdyż dostałem pieczatke z soru i zacznę od przyszłego tyg wolontariat tam. Z uczelni zazwyczaj wracam ok 19, wcześniej po 22. W weekendy mam tańce, pózniej nauka. A mama chce, żebym to jeszcze pracował. Rozumiem, gdyby był problem finansowy u nas, ale tak nie jest. Może mam się nauczyć samodzielnosci? Ale jakim kosztem? Tańca? Przecież jeżeli brat wyjedzie na studia - a tak planuje. To jego koszty utrzymania będą min x5 wieksze niż moje i on nie będzie pracował. O czym zreszta już kiedyś wspominalem rodzicom...


MJ

Postanowienia n.r. pełną parą

 Wczoraj nie dałem rady już napisać, za bardzo zmęczenie mnie pochłonęło, w końcu spałem 5h, a na nogach od 5 rano. Poprawiłem wejściówkę na 3- (innej oceny u Wiśni dostać nie można z poprawki), miałem do opisania przełyk i dwunastnicę. Z przełyku tak się rozpisałem, że szok 1.5strony, nawet o nabłonku śluzowym wspomniałem. Koło nie wiem czy zaliczyłem, gdyż Pan W nie mógł rozczytać mojej pkt, nie wiedział czy to jest 10pkt czy 13, jako że to sprawdzała dr Brzozowska. Czekałem na dr B, ale niestety się nie doczekałem, dowiem się w piątek.
 Zaraz jadę do szpitala z podaniem o wolontariat, od razu mam nadzieję, że uzgodnię godziny etc. Wrócę to może do kuzyna się przejadę.
 Poza tym trzeba pogratulować Agatuch, która wczoraj przeszła kwalifikacje do piosenki Zosi Karbowiak 'jak ptak' i będzie tańczyć w jej klipie ;)

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Padnięty Anatomicznie

 Nie rozpiszę się dzisiaj bo szybko chcę jeszcze sobie powtórzyć z anatomii. Jutro mam poprawkę z wejściówki i koło, jedno i drugie z pokarmowego. Oczywiście wejściówkę byłem dzisiaj poprawiać, czekaliśmy prawie 1.5h, po czym dr pojawił się i stwierdził, że kończy już dziś i mamy przyjść jutro, kiedy to 1gr pisze koło.

 Poza tym skończyłem pisać podanie o wolontariat, potrzebuję 2 podpisów: dr szpitala oraz dr SORu. A i zdr publiczne nie było takie złe, więcej w tym psychologii niż medycyny.

niedziela, 3 stycznia 2010

Powrót do codzienności...




Powrót do codzienności... Dość twarde przywitanie, a mianowicie anatomia układ pokarmowy. Właściwie na jutro muszę wiedzieć parę zagadnień, bodajże od góry do żołądka włącznie, jednak we wt i tak mam koło, więc przerobiłem od początku do końca. Fakt, że warto byłoby to jeszcze sobie utrwalić, ale uczyłem się od 18.30 i nie chce mi się już ;p Może jutro po wf jeszcze wpadnę na chwilę do domu i powtórzę sobie.

Wczoraj byłem na sankach w myślęcinku, było zabawnie, będę musiał się kiedyś jeszcze wybrać. Nie byłem tam uuu z 8 lat? Może 6. Tak czy siak teraz te górki wydawały się mniejsze... albo ja urosłem...
Szybciej się na nie wchodziło niż te kilka lat temu, 15min wchodzenia, 30s zjazdu ;p

Jutro kłujemy się na pierwszej pomocy, do dyspozycji mam tylko jedną rękę, gdyż wylew jeszcze nie znikł, a to już prawie miesiąc minął? Pewnie jutro będzie bonus.

I muszę nabyć we wt książkę ;p

Zdjęcie z sylwestra, który był najsłabszy ze wszystkich moich.

sobota, 2 stycznia 2010

Sobota 2.12

Parę dni nie pisałem, no cóż nowy rok mam i dwa koła z anatomii.
Wstawię później jakieś zdj z Sylwestra, tyle ze najpierw muszę mieć
zdj. Na telefonie zrobiłem z 2 albo 3. Na nowy rok mam parę
postanowień.
1. Wolontariat - zapisać się na SOR.
2. Odwiedzić Motylka
3. Odwiedzić Agatuch
4. Doprowadzić kogoś do łez szczęścia
MJ