Action = Reaction

Action = Reaction
Sur ma Vie

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Nocka



 Nie miałem czasu napisać przez weekend, właściwie nie było kiedy. W sobotę z rana o 7 poprawka z anatomii jedynego mojego koła w plecy - nie wiem jeszcze czy zaliczyłem. Następnie na 14.30 tańce do 16 i od razu po zajęciach, pojechałem do szpitala na parę godzinek. Dokładnie spędziłem tam ponad 3h, po 20 wychodziłem. Co się działo? Nic konkretnego sobie nie przypominam, ale leków się pouczyłem mniej więcej tych zamienników ml /mmol. EKG opanowałem.
 niedzielę ponownie tańce, przerobiliśmy house, gdzie na koniec mam 2 frezzy do ogarnięcia - jeden na głowie, drugi podstawowy. Wróciłem do domu obiadek kimnąłem się 2h i na 21 nocka w szpitalu. Dzisiaj był ostry i jak przystało na ostry dość się działo. Zaliczyłem moje pierwsze wkłucia dożylne, jednak krew i tak nie leciała... Podobno wbić w żyłkę się wbiłem, tyle że raz była wina probówki z próżnią, a drugi raz żyła mi się przesunęła i teraz nawet nie wiem czy się wbiłem czy nie ;] Pielęgniarka też nie mogła pobrać z tej żyły krewki. Ok 2-3 biegliśmy z Kamilem po śniegu w laczach po formularz do trombolizy, facetowi zostawały jakieś ostatnie minuty na wykonanie pozytywnego leczenia. Dla rodziny to powinny być ciężkie chwile, ale z tego co widziałem raczej nie docierały to do nich albo nie wiedzieli jak będzie wyglądało życie tego Pana. Świadomość kompletnie zaburzona, w GCS 11-12pkt, nie jestem pewien jak do końca wyglądało wykonywanie poleceń ruchowych. Nie wiem jaki był wynik całego zdarzenia, czy zdążyliśmy czy nie. Tak czy siak staraliśmy się zrobić to jak na szybciej, Kamil nawet na śniegu podczas biegu zgubił parę razy laczki bo rozwaliły mu się. VIPownia była zajęta już od 21, czyli moje ewentualne miejsce spoczynku odpadało... Zresztą nie wiem czy jeżeli bym tam zasnął to czy by mnie obudzili, 2 don żuliany, wymagają klimy na najwyższym poziomie... Mieliśmy 2 problemów pacjentów, jeden z rozciętą głową i pod wpływem alkoholu, ubrudzony krwią dotykał prawie wszystkiego... W sumie, że nie chciał czekać na wyniki z RTG, to poniekąd dobrze, jeden problematyczny mniej. Jednak najgorszy pacjent był później, bezdomny, z lekkimi zaburzeniami świadomości, mówił, że jest na złomowisku u Grzecha, na pozostałe pytania - pytany nawet 5krotnie - odpowiadał zawsze tak samo i nawet spójnie. Pijany nie był, ale wymiotował krwią (zarzygana ściana boxu interny), wyrwał sobie wenflon, rurkę nosowo-gardłową, co chwilę było mu trzeba zwracać uwagę, aby leżał spokojnie, zesikał się podczas TK, gdzie mieli nas później dość. Łapał Panią Doktor za dłonie podczas badania, a P. Dr. była młoda i myślę, że niedoświadczona - strach w jej oczach mówił wszystko. Nie wiem czemu nie dostał czegoś na uspokojenie. Problemy sprawiał przez parę godz.
 O  8 zaczynała mi się pierwsza pomoc, na tym samym oddziale, tam już był totalny odlot, jak nie pierwszy raz na ćw był wykład. Po ćw pojechałem do jurasza na ekg i medycynę pracy. Wróciłem o 14.20, zjadłem resztę czekolady i spanko. Wstałem o 19 to obiad, ogarnąłem się i zaraz do anatomii się zabieram.

 A  na zdj Kamil nie poddający się odmóżdżeniu jak mówi dr. Mućka ;p Kulki pozwalają zachować trzeźwy umysł ;]

Godzin na SORze razem: 24h

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz