Action = Reaction

Action = Reaction
Sur ma Vie

poniedziałek, 29 marca 2010

Ano właśnie



Jak zwykle zacznę od podsumowania dnia. Cholera poszedłem tak późno spać wczoraj, a dokładniej dzisiaj o 3, że później byłem cały czas zamulony i zmęczony. Wstałem po 10, przeoczyłem świadomie dzień dobry tvn, w którym  był Hollywood i braciaki (http://dziendobrytvn.plejada.pl/25,31649,wideo,,165377,choreograf_rihanny,aktualnosci_detal.html). Wiedziałem, że zobaczę to popołudniu w necie.
Odwiedziłem kościół, święto dzisiaj. Nawet słuchałem kazania, tak jakoś z własnej woli nie odbiegając myślami - dziwne. Dobra, czasami odpływałem i myślałem o Świętym Testamencie, teraz o czym to ja myślałem...
Aaa skąd wzięła się wiara wśród ludzi, dalej przyglądałem się troszkę pewnej dziewczynie z prawej. Czy to czasem ona nie była na bierzmowaniu i co chwilę się na mnie patrzyła? W sumie to każdy na mnie się gapił skoro ja filmowałem całą uroczystość, co oczywiście wzbudzało we mnie pohamowania do śmiechu. Patrzyłem się na nią bo mi kogoś przypomina. Właściwie... nieważne.

Na tańcach były 4 nowe osoby, wszystkie dziewczyny. Podobno dwie z b2d. Siedziały i patrzyły co robimy, czyli praktycznie nic ;p Było mało osób, więc Betty nie pokazywała nam nowego choreo, dokończyliśmy do twillight - nie, nie podoba mi się choreo - stąd też głupio się przyznać, ale tańczyłem na "odpierdol" i gdy tylko była okazja przypominałem sobie ciara - work ;p

Wróciłem to czekała na mnie wiadomość na nk, na którą nie ukrywajmy czekałem. Miło się pisze z przypadkowo poznaną mi osobą. Można powiedzieć, że to tak średnio przypadek bo byłem pewien, że tę osobę znam... taa moja pewność... Cóż wyszło może nawet lepiej, ciekawa dyskusja powstała. Jutro pewnie będzie czekała na mnie wiadomość jak wrócę.
Jak wrócę... Nie widzi mi się jutrzejszy plan... Nie idę jednak jutro pisać anatomii... Napiszę sobie ją we wt, po mojej anatomii albo na gr 1 - wolałbym po mojej. Czemu? Wolę dłużej pospać bo jak już pisałem nieciekawie jutro: wf, szkolenie bhp w Bizielu, propedeutyka prawa - kończę o 19.45? Jakoś tak. A muszę jeszcze nauczyć się na wt 6nerwów czaszkowych, co będziesz bardziej przystępne niż oun - tak się łudzę.

ps. nie będę uczestniczył w pokazach...
edit:
Fajna nuta za DARMO do pobrania z last.fm Trey Songz - Sticky Face (feat Ricky Jewelz (3:11)
http://freedownloads.last.fm/download/360731994/Sticky%2BFace%2B%2528feat%2BRicky%2BJewelz.mp3
Aż chce się tańczyć do tego!! Fajnie można interpretować tanecznie!

sobota, 27 marca 2010

II Urodziny BSDS




Urodzinki były spoko, typowa taneczna impreza, bitwy, pojedynki, świetna atmosfera i zabawa, muza trochę zamulasta. Z prezentem dla Betty była mała wtopa, zauważyła jak koszulkę podpisujemy - parę min po wykonaniu powyższego zdj ;p Jednak nie wie jeszcze o dzisiejszej niespodziance  ;p Będzie mile zaskoczona.
Na imprezie Holly źle się czuł, więc najpierw poszedł spać do auta 2h, później przyszedł zmęczony, widać było już przesilenie trasowe. Z 2h sobie z nim pogadałem o wszystkim, życiu prywatnym, zawodowym, jak ocenia poziom Polskich tancerzy. Co mogę Wam zdradzić to, że w rodzinie nikt u niego już nie tańczy, wcześniej nauczał dzieci w szkole, więc gdyby nie taniec pewnie to by robił. Uważa, że w przyszłości nie będzie zmieniał branży. Interesują go duże przedsięwzięcia tzw on stage. Gdy pytałem z kim najbardziej podoba mu się współpraca powiedział, że z T Pain. Rihannie trochę sodówka odbiła na pkt sławy. Odnośnie polskich tancerzy stwierdził, że potrzebują takich właśnie zajęć z zagranicznymi tancerzami, aby poznać nieco odmienny styl, ruchy, inne poczucie rytmu - co znakomicie rozumiem, różnica jest wyraźna. Oceniając nasz poziom zauważył, że sporo tancerzy jest nieśmiałych i kiedy mają zagrać chick, ciężko jest im się wczuć. Boją się zadawać pytania, jeśli czegoś nie wiedzą.
Później co tam jeszcze... pokazywał nam swoje tatuaże, uczyliśmy go trochę polskiego (liczenie do 8) i najtrudniejsze polskie zdanie 'chrząszcz brzmi w trzcinie w Trzebrzeszynie', kiedy spytał co to oznacza był mały problem z translacją 'The worm sound in grass in Trzebrzeszynie' xD Natomiast Holly uczył nas "[kali supa dżager espi kale dojcze]" czy jakoś tak ;p Nie wiem do końca co to miało oznaczać, jakiś bełkot. Połączenie hiszp z ang. jak przypuszczam, w końcu Holly ur się w Portorico, więc jego ojczystym językiem jest hiszpański.

czwartek, 25 marca 2010

Thank U



Wróciłem godzinkę temu z warsztatów - still foolish; naprawdę nie przypuszczałem, że Holly jest takim człowiekiem jakim jest. Podchodziłem sceptycznie do warsztatów "kolejny facet, który trochę więcej potrafi i zaraz będzie robił zamieszanie" - myliłem się. Dzisiaj nam zrobił new style i videoclip, w którym mówił jak podchodzą tancerze na stage, choćby mtv grammi. Ponadto mówił, że jeżeli widzisz, że ktoś tańczy lepiej to nie wstyd, tylko pomyśl sobie damnn I wanna dancing like him!! Holly mówi, że nie chodzi o to, aby każdemu wytykać błąd, każdy ma swój styl, on może naprowadzić, powiedzieć jak to wygląda poprawnie (np. dzisiaj było tak z rękoma, że tak po prostu musiało być), ale reszta to Twój własny styl, jedni mają szerzej nogi, inaczej zaakcentują, więcej klatką pracują etc.
Podczas videoclipu odczuwalo się wieź z ludźmi mimo, ze znało się ich jedynie z warsztatów. A miałem wrażenie jakbyśmy ze sobą tanczyli już pare lat...

Dziękuję bardzo Hollyiemu, Betty za to, że coś takiego zorganizowało i za to jaką osobą jest dla Stylowej Rodzinki, Braterstwu za, że jestem ich częścią...

środa, 24 marca 2010

Work! Work! Work!



Masakraaa Holly pociśnał i to tak jak się tego spodziewałem! Pierwsze choreo zajebiste, drugie również, cały mokry byłem (co widać na zdj). Brakowało mi takich choreo i najlepsze jest to, że całe pamiętam jedno i drugie. Mimo, że szybko leciał to dawałem radę, a miałem pewne obawy czy będę nadążał, w końcu jego chorea są dynamiczne.
Zajebiście, zajebiście, zajebiście!!! Teraz czekam tylko do czw, na kolejne 2 choreo.

wtorek, 23 marca 2010

Młode talenty 2010



Już po wszystkim. Było zajebiscie. Co tam, ze nierówno. Można to wybaczyć, jako ze to pierwsze zawody większości dziewczyn z Grupy, a stresor je zezarl. Byliśmy w stanie wykonać to o wiele lepiej, ale ważne ze dobrze się bawilismy ;)
Poziom jeśli chodzi o formacje to ciężko powiedzieć, kilku nie widziałem. Breakdance miał zajebiste wejście - my tez, którego nie nagrano -,-
Solo miało poziom średni, jedni lepiej, drudzy gorzej. Wiem, ze w solo wygrały 3 dziewczyny. zakładam, ze z modernu bo New styleowe dupy nie urywaly.
Jutro wstawię zdj, jako ze z komy nie bardzo mogę... Jutro również warsztaty z Hollywoodem :) a no i koło z anatomii ukl nerwowy...

sobota, 20 marca 2010

Zasada dającego ściągać



Dzisiaj zajęcia do 11 tylko - Kwalifikowana pierwsza pomoc -  na którą się spóźniłem przez milkę-goplanę, ale nieważne bo były zajęcia z tą jakże entuzjastyczną kobietą... Aż dziw człowieka bierze czy oni naprawdę nie rozróżniają kwalifikowanej od zwykłej pp, czy po prostu oni chcą nam dosłownie wpajać wiedzę z pp. Tak czy siak dobrze, że puściła nas wcześniej. Siedzenie na ich sorze, wiedząc gdzieś podświadomie, że gówno się wydarzy, było jak nadzieja ślepego, że odzyska... słuch... Innymi słowami bez sensu. Po pierwsze nic nie pozwolą robić, a po drugie co ciekawego będzie w gipsowni?!


Pod wieczór na maila zostały podesłane wyniki z wejściówki z kpp i ironią jest to, że napisałem za kumpele praktycznie połowę pracy i one jako jedyne zaliczyły z grupy. Z czego ja odpowiedziałem na każde pytanie, wymieniłem sprzęt, nawet trochę dodatkowego do intubacji i jakoś tego nie zaliczyłem... Wcale mnie to nie martwi, a jedynie bawi. Ciekaw jestem ustnej poprawki... tak to jest jak pytanie zadaje pielęgniarka, a nie ratownik - nie obrażając tych pierwszych.

Jutrzejszy trening wspólny nie wypali. Znalazła się jedna chętna osoba z początkowych praktycznie wszystkich zainteresowanych. Cóż tak jak przypuszczałem, każdy indywidualnie będzie ćwiczył.

Nawet zaliczyłem dzisiaj spowiedź, mama wzięła mnie pod lekki szantaż i zadawałem trudne pytania 'a dlaczego mam chodzić do kościoła?', 'po co mam iść do spowiedzi skoro wiem, że za tydzień zgrzeszę nie będąc na mszy w niedzielę'. Topornie mamie wychodziło tłumaczenie moralne, więc odpuściłem.
Podczas spowiedzi ksiądz nawet nie pozwolił mi dokończyć 'więcej grzechów nie pamiętam...', nie wiem czy mój wstęp go do tego zachęcił, czy ciągnąca się kolejka za mną. Tak czy siak pokuty nie pamiętam.

A właśnie byłem dzisiaj u fryzjera korzystając z okazji, gdzie musiałem podrzucić płytkę z muzyką na młode talenty. Początkowo wyglądałem jak wieśniak z średniowiecza w nowej fryzurze, pierwszy raz tak sobie zażyczyłem. Jeszcze fryzjer obciął mnie typowo, więc kiedy skończył spytałem czy może poprawić to, co nie podobało mi się, w końcu jestem nietypowy... A salon wyglądał jak z lat 70', jedynie brakowało grayscale i sepii.

środa, 17 marca 2010

Holly w drodze

Hollywood jest już w drodze do Polski jak przeczytałem z twittera. Nie mogę się doczekać. Nie możemy przed nim odwalic jakiejś lipy, więc trzeba ćwiczyć.

Nowinki z dnia dzisiejszego, nie byłem w szpitalu. Wróciłem, zjadlem obiad, polozylem się spać, wstalem po 17, a po 18 byłem już u Janka, dalej mecz i w domu po 22. Jutro sobie chociaż pospie i trening solidny musi być!!

poniedziałek, 15 marca 2010

Trochę podłamany



30min temu wróciłem z treningu praktycznie ostatniego wspólnego treningu przed zawodami. Pomijając fakt, że byłem wkurzony bo właściwie nic nie robiliśmy, salka była za mała, nas za dużo, praktycznie za każdym razem każdy deptał po sobie, to było jeszcze dwóch kolesi, którzy wprowadzali chaos i wszystko szlag trafił.
Fajnie, że spojrzeli świeżym okiem na nasze choreo, parę dobrych uwag podali i mam nadzieję, że ludzie wezmą to pod uwagę. Chociaż na coś się przydali ;]

Jednak tak czy siak jestem podłamany. Nie podoba mi się parę ruchów jak je wykonuję, wcześniej jakoś nie rzucało mi się w oczy, a teraz stwierdzam, że wygląda to kijowo. Muszę się za to zabrać.

niedziela, 14 marca 2010

Dzień jak co dzień

 Minął pewien czas od ostatniej mojej noty (10dni). Właściwie nic się nie działo, przykre co nie? Z wyjątkiem tego, że jako jedyny z mojej gr zaliczyłem wejściówkę z anatomii - pocieszające. oo nie spodziewałem się, że ktoś napisze akurat dzisiaj, kiedy mi się śnił... taa nie spodziewajmy się czegoś wybitnego choćby 'hej co u Ciebie'. Przywykłem już do pewnej sytuacji, a mianowicie 'piszcie do mnie, kiedy czegoś potrzebujecie', ale w końcu MJ postawił się i teraz jest 'nie, nie mogę'. Co innego, kiedy utrzymuje się kontakty, nawet głupie zapytanie 'hej co u Ciebie', a nie od razu 'mam prośbę' i to zresztą nie pierwszą...
 Poza tym za tydzień już zawody, warsztaty, imprezy. Zacznie się coś konkretniejszego.

czwartek, 4 marca 2010

WoW

 Czwartkowy wieczór, całe szczęście, że nie musiałem dzisiaj iść na język o 6.45 bo byłaby rzeź, która i tak będzie miała miejsce...
 Poza tym jestem pod wrażeniem jak szybko i sprawnie można rysować ps'ie. Od dłuższego czasu chciałem podglądnąć jak się cieniuje i koloruje w ps'ie. Dopiero dzisiaj się za to zabrałem i japa szeroko otwarta. Jako, że pewne ruchy mam już wyrobione to postaram się na wykładach coś zmajstrować w sketchbooku ;)
 Jutro wreszcie - mam nadzieję - odbieram przesyłkę z empiku i jestem podjarany, dawno na nic tak nie oczekiwałem. Ostatnim razem był to film avatar w kinie.

Godz. na SOR: 107 (4h śr)

poniedziałek, 1 marca 2010

Uff

 Czasami każdego z nas coś martwi. Mnie osobiście zdarza się to bardzo rzadko, gdyż jestem realistą i sprawnie oceniam wszystko obiektywnym okiem. Jednak są rzeczy, na które później już nie mamy wpływu i pojawiają się wyrzuty sumienia "a jednak mogłem inaczej". Od piątku tak starałem się nie myśleć.    Negatywne, pesymistyczne myślenie nic nam nie daje. Najlepiej cieszyć się jeszcze tą chwilą nieświadomości i nie zamartwiać się na zapas. Przywykłem już i jak najbardziej odpowiada mi radzenie sobie z problemami samemu. Nie widzę sensu dzielić się moimi problemami, które naprawdę zdarzają się bardzo rzadko - wraz z wiekiem. Zawsze rozważam czy jest ktoś w stanie mi z tym problemem pomóc, przeważnie nie, więc zostawiam go dla siebie.
 Pamiętam jak byłem mały w problemy, a bardziej w tarapaty wpadałem dość często raz na tydzień. Kiedyś coś się nabroiło odczuwało się ten, jakże już niemal zapomniany, stres i te słowa w głowie "ehh znowu narozrabiałem i będzie kara". Najbardziej bolało to, że ledwo kończyła mi się kara, a już zaczynała kolejna hehe... Wtedy już byłem podirytowany na maxa i żałowałem, że np. powiedziałem o jedno słowo za dużo.  Później już z bratem uciszaliśmy siebie nawzajem.
 A teraz... Teraz już tego nie ma. Bardzo rzadko, kiedy mam jakiś problem. Ostatnim razem, kiedy poważnie się czymś przejąłem to był przypadek z Tati, kiedy chcieli ją deportować. Byłem tak bardzo zdeterminowany, że gdyby przyszedłby ktoś po nią do szkoły - a było to bardzo realne, w końcu zabrała wszystkie papiery ze szkoły - to zrobiłbym wszystko, aby pozwolić jej uciec. Nawet rozmawiałem z sąsiadką, której syn był prezydentem mojego miasta czy mogłaby coś w tej sprawie zrobić. Nie lubię tego zamartwiania się, ból głowy, nieprzespane noce, czekanie na telefon, zresztą kto to lubi...
 Tak czy siak już jest spokój, jak na razie...
 Poza tym od pewnego czasu stwierdziłem, że zmieniłem się... i to bardzo zmieniłem się. Na dobre? na złe? uważam, że zmieniłem się na takiego, jaki powinienem być...