Action = Reaction

Action = Reaction
Sur ma Vie

sobota, 20 marca 2010

Zasada dającego ściągać



Dzisiaj zajęcia do 11 tylko - Kwalifikowana pierwsza pomoc -  na którą się spóźniłem przez milkę-goplanę, ale nieważne bo były zajęcia z tą jakże entuzjastyczną kobietą... Aż dziw człowieka bierze czy oni naprawdę nie rozróżniają kwalifikowanej od zwykłej pp, czy po prostu oni chcą nam dosłownie wpajać wiedzę z pp. Tak czy siak dobrze, że puściła nas wcześniej. Siedzenie na ich sorze, wiedząc gdzieś podświadomie, że gówno się wydarzy, było jak nadzieja ślepego, że odzyska... słuch... Innymi słowami bez sensu. Po pierwsze nic nie pozwolą robić, a po drugie co ciekawego będzie w gipsowni?!


Pod wieczór na maila zostały podesłane wyniki z wejściówki z kpp i ironią jest to, że napisałem za kumpele praktycznie połowę pracy i one jako jedyne zaliczyły z grupy. Z czego ja odpowiedziałem na każde pytanie, wymieniłem sprzęt, nawet trochę dodatkowego do intubacji i jakoś tego nie zaliczyłem... Wcale mnie to nie martwi, a jedynie bawi. Ciekaw jestem ustnej poprawki... tak to jest jak pytanie zadaje pielęgniarka, a nie ratownik - nie obrażając tych pierwszych.

Jutrzejszy trening wspólny nie wypali. Znalazła się jedna chętna osoba z początkowych praktycznie wszystkich zainteresowanych. Cóż tak jak przypuszczałem, każdy indywidualnie będzie ćwiczył.

Nawet zaliczyłem dzisiaj spowiedź, mama wzięła mnie pod lekki szantaż i zadawałem trudne pytania 'a dlaczego mam chodzić do kościoła?', 'po co mam iść do spowiedzi skoro wiem, że za tydzień zgrzeszę nie będąc na mszy w niedzielę'. Topornie mamie wychodziło tłumaczenie moralne, więc odpuściłem.
Podczas spowiedzi ksiądz nawet nie pozwolił mi dokończyć 'więcej grzechów nie pamiętam...', nie wiem czy mój wstęp go do tego zachęcił, czy ciągnąca się kolejka za mną. Tak czy siak pokuty nie pamiętam.

A właśnie byłem dzisiaj u fryzjera korzystając z okazji, gdzie musiałem podrzucić płytkę z muzyką na młode talenty. Początkowo wyglądałem jak wieśniak z średniowiecza w nowej fryzurze, pierwszy raz tak sobie zażyczyłem. Jeszcze fryzjer obciął mnie typowo, więc kiedy skończył spytałem czy może poprawić to, co nie podobało mi się, w końcu jestem nietypowy... A salon wyglądał jak z lat 70', jedynie brakowało grayscale i sepii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz