Dzisiaj miałem pobranie krwi, które źle mi wykonano, dokładnie mówiąc uszkodzono mi naczynia i powstał wylew podskórny (co jako tako pokazuje powyższe zdj). Pierwszy raz odkąd mam pobieraną krew (a było takich sytuacji sporo) coś takiego mi zrobili, w dodatku pierwszy raz odczuwałem ból po pobraniu - nawet po oddaniu krwi nie bolało, a przecież tam jest igła o średnicy wykałaczki ;p
Później byłem z Martą w focusie, Marta kupiła prezent dla Agi - ładną filiżankę, sam ją znalazłem ;]
Trochę posiedzieliśmy, pogadaliśmy, pooglądaliśmy kabarety, poszperało się na necie i na wykłady. Pierwszy wykład nuda 'międzynarodowe problemy zdrowotne na świecie', nic ciekawego, nic nie notowałem, zaliczenie polega na zdaniu testu i obecności na wykładach. Dalej była psychologia, wykład jako taki ciekawy, ale znalazłem sobie ciekawsze zajęcie, a mianowicie zabawa w sketchbook w telefonie :) Miałem narysować Martę, na jej własne życzenie. Efekty prawie 3h pracy, w dodatku mojej pierwszej pracy w tym programie ;p
Przedstawiają poniższe zdj:
Przypominam, że to było robione w telefonie ;]
Poza tym dzisiaj puknął mnie samochód, o mało co bym mu nie wleciał na maskę. Stary dziad ślepy jak kret musiał byś, skoro przechodzę mu przed autem, a on rusza -.- Coś mu odpowiedziałem, szczerze to nawet nie wiem co dokładnie, ale nie były to miłe słowa ;] I ruszyłem do domu, przez niego uciekły mi oba bimbaje, co podniosło jeszcze wyżej poziom adrenaliny, że postanowiłem wracać z buta do domu w tym mrozie...
Jutro idę po odbiór wyników z krwi i wolne. Nie mam zamiaru się wybrać na socjologię, a no i najpierw z Martą jej badania załatwić.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz